Przeklęte przygody

Carcassonne - bitwy małe i duże

Guzzak bezzębny

Żaden plan mający na celu powstrzymanie orków przed splądrowaniem kolejnej wioski nie był łatwy, prosty i przyjemny. Próbując dopaść orków przed najechaniem na wioskę musielibyśmy niesamowicie forsować tempo, w dodatku poruszać w sposób dla przeciwnika jasny i dający mu czas na przygotowanie się do bitwy. Taka walka, biorąc pod uwagę niewielka przewagę liczebną przeciwnika i brak pełnej współpracy po naszej stronie mógł być w skutkach opłakany. Z drugiej zaś strony pozwalając orkom na atak na wioskę narażaliśmy ją na ogromne straty w ludziach, być może nawet na całkowite wyrżnięcie mieszkańców przez orków zanim zdążymy uderzyć na nich z zaskoczenia.

Trudne decyzje zostawić musieliśmy jednak Morwanie oraz młodziutkiemu jeszcze Gruyerowi. To oni zostali wybrani na przywódców ludzi. Do mnie należało przyjęcie dyspozycji – szybki marsz w nocy i podjęcie walki. Wyruszyliśmy razem z bratem przyjąć główne uderzenie orków wraz z częścią naszego zespołu. Niestety, gdy przybyliśmy na miejsce oblężenie wioski już trwało. Na pomysł podzielenia uwagi zielonoskórych wpadł Jean-Luc, który zaczął wyzywać zielonoskórych w ich języku, Ci podzielili siły, część odłączyła się od głównej grupy szturmowej i ruszyła na nas, a nastepnie została zmieciona i stratowana przez czekające na tą okazję rycerstwo. W tym czasie wraz z bratem wypatrzyliśmy przywódcę zielonoskórych. Osłaniani przez pasterzy ruszyliśmy na niego wściekle. W tym czasie rycerstwo wraz z naszą grupą potrafiącą jeździć konno stanęło na drodze orkom ujeżdżającym ogromne dziki. Jakaś osobna grupa, z którą żelazne orki musiały połączyć się już w Carcassone.

Jeszcze nigdy nie stoczyłem tak ciężkiej walki jak z Guzzakiem Bezzębnym, wielki ork najpierw wyśmiał mnie oraz Snorgrima, a potem sam ruszył do ataku. Ani ja, ani mój brat nie bylibyśmy w stanie wygrać tej walki w pojedynkę. Guzzak był szybki, w czasie gdy my atakowaliśmy raz, on atakował trzykrotnie, nasze uderzenia, gdy nie zostały sparowane zdawało się, że nie wyrządzały na nim żadnego efektu. Wielokrotnie trafiałem go młotem podczas gdy Guzzak próbował zabić mojego brata, ale on tylko szczerzył się, śmiejąc z naszej bezsilności. Gdy zaczynaliśmy już powoli tracić nadzieję jeden z ciosów mojego brata trafił na przerwę w skruszałej już nieco od ciągłych ciosów opancerzonej skórze Guzzak i odrąbał mu rękę, w której znajdowała się gromrilowa tarcza. Guzzak rzucił się do ucieczki osłaniany przez swoich kompanów, którzy widząc jego porażkę również zaczęli się wycofywać. W tym czasie nasi kompani rozgromili orków na dzikach. Udało się nam wioskę uratować, ale sami ponieśliśmy ciężki straty. Na pocieszenie pozostało mi zaopiekować się wspaniała krasnoludzką tarczą zrobioną przez dawnych mistrzów. Każdy taki odzyskany z rąk zielonoskórych artefakt ma wartość nie dającą się wycenić złotem.

Comments

Witold_Fiore_Hess monthy

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.