Przeklęte przygody

Dzienniki Sir Jeana-Luca Wpis XX

Wyruszyliśmy tego samego wieczora, forsowny marsz piechoty i rycerstwa zmęczył ludzi, ale nie było czasu do stracenia, niestety pomimo naszego pośpiechu i tak przybyliśmy za późno, orki zaczęły plądrować następną wioskę. Do Żelaznych Orków dołączyła grupa orków dosiadająca ogromnych dzików. Postanowiłem uciec się do fortelu i korzystając z mojej znajomości języka zielonoskórych rozkazałem piechocie skandować najgorsze orkowe obelgi jakie znałem, mając nadzieję, że zwabi to orków, rozwścieczy ich i nakłoni do szarży, którą skontruje następnie rycerstwo. Plan się udał, ale jednocześnie musieliśmy zmierzyć się z nowymi orkami. Jednak pomimo zaciekłości zielonych udało nam się pokonać bestie, nie obyło się bez ofiar, zwłaszcza wśród “pasterzy”. Bracia Algundsson pokonali przywódcę orków Guzaka Bezzębnego i pozbawili go ręki. Szczęśliwie dzięki temu udało im się odzyskać tarczę, zrobioną z dziwnego metalu, który nazwali gromrilem, doskonałej jakości i stworzoną przez krasnoludy już na pierwszy rzut oka, cieszę się, że taki cud krasnoludzkiego fachu został odzyskany z rąk parszywych zielonoskórych. Jednak nie tylko oni wykazali się bohaterstwem, wszyscy moi towarzysze jak zwykle okazali się nieocenionymi sojusznikami i wprawnymi wojownikami. Po bitwie udało nam się ocalić schwytanego rycerza sir Erica Pelardona. Kiedy reszta rycerstwa ruszyła odstawić chłopów do ich wiosek, my skorzystaliśmy z zaproszenia i udaliśmy się na zamek (nazwa zamku).

Comments

Witold_Fiore_Hess g0trrI

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.