Przeklęte przygody

Dzienniki Sir Jeana-Luca Wpis XXII

Zawsze myślałem, że wrodzony stoicyzm, pogoda ducha i upór właściwy rodowi de Gruyere wystarczy abym w tym pornurym i niebezpiecznym świecie pozostał wierny swojej ścieżce i niósł dobro jego mieszkańcom, jako bohater, oświecony władca i dobry człowiek. Jednak najwyraźniej nie byłem przygotowany na to co się stało. Kiedy demon przypominający kobietę, jednocześnie odrażający i piękny zawładnął moim umysłem i zmusił do walki z moimi towarzyszami, za których jestem gotów zginąć mój świat obrócił się w gruzy. Czy zbłądziłem? Czy moja reformistyczna natura sprawiła, że dopuściłem się czynów, które napawają Panią odrazą? Czy słabość umysłu to kara? Może nie powinienem podróżować w towarzystwie takich osób jak Guido i jego szlachetnie urodzona “narzeczona”? Czy zaprzepaściłem moją misję, czy jeszcze jest szansa aby ją zakończyć? Nie znam jeszcze odpowiedzi na te pytania, pozostaje mi walczyć.

Sir Jean-Luc Gruyere klęczał przed odnowionym ołtarzem w starej kapliczce Grala. Dla postronnego obserwatora był nieruchomy i pogrążony w modlitwie, tylko baczny obserwator mógł zauważyć drżenie dłoni kurczowo zaciśniętych na rodowym mieczu i łzy spływające po jego policzkach.

Comments

Witold_Fiore_Hess g0trrI

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.