Przeklęte przygody

Dziennki Sir Jeana-Luca Wpis XXIII

Podróż upłynęła nam w ciszy. Ja z przodu kolumny pogrążony w czarnych myślach, Etienne na końcu, równie ponury. W końcu dotarliśmy do Lac Ronde, jeziora gdzie mieściła się kolejna kapliczka Graala, która miałem nadzieję, uniknęła wpływom Mrocznych Potęg. Wokół kapliczki panował tłok, wszędzie pełno było chłopów obojga płci, z charakterystycznym szalonym błyskiem fanatyzmu w oczach. Pielgrzymi Grala – zgraja obdartych, ale zdeterminowanych nieszczęśników, którzy fanatycznie podążają za Rycerzem Grala podczas jego Wyprawy. Rycerzem tym okazał się być nie kto inny jak Meroweth Gruyere – mój wuj. To dodało mi trochę otuchy, oto mogłem poprosić o radę kogoś szlachetnego, prawego oraz niewątpliwie obdarzonego łaską przez Panią. Postanowiłem zabrać równierz Etienne’a – ale wcześniej musiałem przerwać jego użalanie się nad sobą. Za pomocą mieszaniny szyderstwa i brawury zmusiłem go do treningowego pojedynku. Kiedy obaj się zmęczyliśmy ruszyliśmy do namiotu Merowetha aby podzielił się z nami swoją mądrością i doświadczeniem. Wieczorem mieliśmy zaplanowaną ucztę, zorganizowaną przez moich towarzyszy, świtę Merowetha i uratowaną przez nas Brigitte. Meroweth jednak postanowił spędzić noc na modłach w kaplicy.

Po kilku godzinach ucztowania usłyszeliśmy hałasy dobiegające z kaplicy i przez drzwi wyleciał Meroweth, który padł bezwładnie na ziemię przed wejściem a zaraz po nim w drzwiach ukazał się paskudny i ogromny demon, ociekający śluzem i cuchnący zepsuciem, a jednocześnie piękny i zmysłowy. Straszna maszkara. Rzuciliśmy się do walki…

Comments

Witold_Fiore_Hess g0trrI

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.